wtorek, 23 września 2014

nienawidzę.

Moje życie jest tragedią. Dlaczego ono tak wygląda.. Nie zasługuje ja nic, nie jestem warta niczego...nawet tego żeby mieć kogoś obok, żeby komuś czasem zależało..żeby przyszedł i posiedzial.. Może troszkę wsparł..niech ono się już kończy.
Nie zasłużyłam na nic
Staczam się.

poniedziałek, 22 września 2014

kurwa.

Nienawidzę ludzi.
Pierdole wszystkich
Jak przychodzi co do czego to mają cie w dupie. Co za skurwysyny, nie warto ufać ani angażować się w cokolwiek.

wtorek, 16 września 2014

let me go away.

Nienawidzę się.
Dlaczego do cholery nic mi nie wychodzi. Dlaczego czuje się jak gówno. Dlaczego nic dobrego się u mnie nie dzieje. Jestem pomyłka. Nie mam sie z czego cieszyć. Wszystko mnie dobija. Nawet nie umiem się niczego nauczyć. Żeby to jeszcze było przez lenistwo. Ale ja po prostu nie daje rady. Nie umiem jak inni usiąść i zacząć się uczyć. Ja się musze męczyć. Z życiem kurwa. Juz nawet nie wiem kiedy udaje. Tak nisko. upadłam..juz nawet nie mam na co czekać bo nic dobrego mnie nie czeka. Nic. Każdy tylko cierpi przeze mnie. Czy mogę już umrzeć..

poniedziałek, 15 września 2014

Deal with IT.

Całe życie zjebane
Całe życie na uboczu.
Starając się żeby innym było dobrze
Pogrążyłam się.
Upadłam.
Nisko.


Juz nawet nie mam ochoty z nikim o niczym rozmawiać. Wole się ograniczać do tego co musze albo co wypada. Moje problemy to moje problemy. Po co ludziom głowę zawracać jak i tak nie wiedzą jak pomóc. Albo nie chcą tak naprawdę. Cóż. Nigdy nikomu tu tak szczerze nie zależało żebym to ja była szczęśliwa zamiast uszcxesliwiala wszystkich dookoła. Ludzie to szmaty. 

Jutro wf, musze poczekać
Musze być cierpliwa..
A potem.
Głębiej?
CHALLENGE ACCEPTED!
Nic mi nie daje tak naprawdę radości. Tylko to. Nie mogę się doczekać.
<3

sobota, 13 września 2014

i chuj.

Jeśli powiem ze jest mi okropnie to czy będzie to coś nowego?  Raczej nie.
Myślę że śmierć ze strachu u mnie jest cholernie możliwa. Boje się nawet otworzyć okno na noc. A co dopiero zejść do piwnicy, czy gdziekolwiek. Cały czas jestem przerażona. Ciekawe ile jeszcze to potrwa. 
Do tego ta pierdolona nauka. Jak ja się mam teraz uczyć..dlaczego akurat mnie musi spotykać nieszczęście za nieszczęściem?  Dlaczego mnie NIC dobrego nie może spotkać? Tak właśnie wygląda moje pierdolone życie. Wiec łatwiej jest je zakończyć niż tak cierpieć. Kurwa, żeby naprawdę nic dobrego. Ja tutaj tylko tlen marnuje. Ale w sumie i tak nikt by nie tęsknił bo za czym?  Jestem jak taki karaluch. Albo Żuk. Żuk kurwa Gnojarz. Niepotrzebny. Jutro znowu poczuje ulgę,  nie mogę robić przerw. Juz nie będę. Pierdole taki ból. To jest nic w przeciwieństwie do tego co czuje całe życie.




piątek, 12 września 2014

done

Boże do czego to doszło. Bać się zasnąć we własnym domu, czuć się obcym. Być pozbawionym wszystkich pamiątek..kurwa u mnie nigdy nie może być dobrze, nigdy. Teraz zamiast się uczyć i na tym skupiać to będę się bała czy ktoś czasami nie przyjdzie. Jak idiotka. Wszystko jest takie beznadziejne. Nic mnie nie cieszy..same problemy, może to znak że już się nie obudze? Tak bardzo bym chciała. Nikt mi nie pomoże, nie ma żadnego wyjścia z tej sytuacji. Tylko to.. Nie widzę w niczym sensu. Chce juz z tym skończyć, tak będzie łatwiej, nikt by się mną nie musiał przejmować. Jestem żałosna. Nikt ze mnie nawet nie ma pożytku,  szmata pierdolona. Suka, która i tak każdy opierdoli. Fajnie ze każdy może tylko mówić,"wspierać". Tylko ze nikt tak naprawdę mi nie pomaga.
Całe szczęście zyletka jest zawsze w przeciwieństwie do ludzi. Można na nią liczyć. Ależ mam przyjaciółke w niej :)  pomyślę jeszcze o jakiejś używce, uzależnieniu. Żeby było mi łatwiej. I żebym ludziom nie zawadzala sobą.
Nienawidzę się.

czwartek, 11 września 2014

Już.

Wiem, że nikt mi nie może pomóc, bo po prostu się nie da.
W domu czuję się coraz gorzej, wszystko się sypie.
Nie mam prawa nawet czerpać najmniejszej przyjemności z życia.
W niczym już nie widzę nadziei.
Kiedyś myślałam, że w tym wieku będę szczęśliwa, bezpieczna.. że będę miała kogoś kto będzie mi pomagał, komu będzie na mnie zależało tak jak mi na tym kimś. Jaka ja jestem głupia i naiwna. Takie coś jak ja nie zasłużyło na nic dobrego. Nienawidzę siebie do granic możliwości. Nienawidzę swojego ciała. Nienawidzę swojego charakteru. Nigdy nie dam sobie być szczęśliwą, bo dobro innych będzie ważniejsze. Nie dożyję tyle ile dziadkowie. Umrę wcześniej, wiem to. Nie wiem już co mam mówić, co mam robić. Przestało mi zależeć. Jestem zdana tylko na siebie. Nie radzę sobie ze sobą, nie mam siły na samą siebie. Jestem swoją własną szmatą. Szmaty się każe za to, że są szmatami. Dlaczego do cholery nie mogę się więcej nie obudzić? Boże, czy to takie trudne? Zamiast wziąć komuś matkę, ojca, syna, córkę, kogokolwiek. Weź mnie, a nikt nie zobaczy zbyt dużej różnicy. Jestem tylko kolejnym numerkiem w dzienniku.

Tak sobie myślę. Ciekawe jak to jest czuć się pięknym? W sensie. Jak się ma kogoś i ten ktoś daje temu drugiemu do zrozumienia że jest piękny, najpiękniejszy. Jak to jest nie musieć zawsze wyciągać ręki i zapominać o tym jak bardzo ktoś Cię zranił? Ale nie, bo co to dla mnie że ktoś mnie zrani. Jestem przyzwyczajona. Tak wykorzystywana będę całe życie i umrę jako zużyta nieszczęśliwa szmata.
Dlaczego druga osoba ma prawo się użalać nad sobą, gadać tylko o sobie, szantażować, nie pozostawiać wolnej woli a ta druga ma się jej podporządkowywać? Tak cierpię przez to.. a ona nawet nie wie co ja czuję, bo nawet jej o tym nie mówię, nie warto. Nie zrozumie.
Moje wieczory wyglądają cudownie, siedzę na podłodze przy zgaszonym świetle marząc o tym, żeby ktoś był obok i po prostu mnie przytulił, zadbał o mnie. Ale po co. Nie warto. Nigdy nie było warto.
Ale teraz. Wiem już że nie ma po co robić wielkich przerw, bo jest coś co pomaga kiedy nikt nie chce i nie potrafi, jest lepiej.
Już lepiej.