W domu czuję się coraz gorzej, wszystko się sypie.
Nie mam prawa nawet czerpać najmniejszej przyjemności z życia.
W niczym już nie widzę nadziei.
Kiedyś myślałam, że w tym wieku będę szczęśliwa, bezpieczna.. że będę miała kogoś kto będzie mi pomagał, komu będzie na mnie zależało tak jak mi na tym kimś. Jaka ja jestem głupia i naiwna. Takie coś jak ja nie zasłużyło na nic dobrego. Nienawidzę siebie do granic możliwości. Nienawidzę swojego ciała. Nienawidzę swojego charakteru. Nigdy nie dam sobie być szczęśliwą, bo dobro innych będzie ważniejsze. Nie dożyję tyle ile dziadkowie. Umrę wcześniej, wiem to. Nie wiem już co mam mówić, co mam robić. Przestało mi zależeć. Jestem zdana tylko na siebie. Nie radzę sobie ze sobą, nie mam siły na samą siebie. Jestem swoją własną szmatą. Szmaty się każe za to, że są szmatami. Dlaczego do cholery nie mogę się więcej nie obudzić? Boże, czy to takie trudne? Zamiast wziąć komuś matkę, ojca, syna, córkę, kogokolwiek. Weź mnie, a nikt nie zobaczy zbyt dużej różnicy. Jestem tylko kolejnym numerkiem w dzienniku.
Tak sobie myślę. Ciekawe jak to jest czuć się pięknym? W sensie. Jak się ma kogoś i ten ktoś daje temu drugiemu do zrozumienia że jest piękny, najpiękniejszy. Jak to jest nie musieć zawsze wyciągać ręki i zapominać o tym jak bardzo ktoś Cię zranił? Ale nie, bo co to dla mnie że ktoś mnie zrani. Jestem przyzwyczajona. Tak wykorzystywana będę całe życie i umrę jako zużyta nieszczęśliwa szmata.
Dlaczego druga osoba ma prawo się użalać nad sobą, gadać tylko o sobie, szantażować, nie pozostawiać wolnej woli a ta druga ma się jej podporządkowywać? Tak cierpię przez to.. a ona nawet nie wie co ja czuję, bo nawet jej o tym nie mówię, nie warto. Nie zrozumie.
Moje wieczory wyglądają cudownie, siedzę na podłodze przy zgaszonym świetle marząc o tym, żeby ktoś był obok i po prostu mnie przytulił, zadbał o mnie. Ale po co. Nie warto. Nigdy nie było warto.
Ale teraz. Wiem już że nie ma po co robić wielkich przerw, bo jest coś co pomaga kiedy nikt nie chce i nie potrafi, jest lepiej.
Już lepiej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz